mówiąc o jakimś terrorze
„mówiąc o jakimś terrorze, łagrach i więzieniach zapełnionych niby milionami ofiar.
„Nie mówiliśmy ci o tym, ale twój ojciec też siedział w obozie. Dziesiąty rok już go trzymają" rzekł Wano, odsłaniając przede mną prawdę. „Moim ojcem jest Stalin!" — zaprotestowałem. „To zbrodniarz! Zbrodniarz! Zły do kości boroty " — Wano darł się na cały głos.
Przybiegła babcia za mamą. Próbowały uspokoić dziadka. Ale on ani myślał milczeć. „Niech doniesie, komu należy! Ich tego uczą, jak składać donosy. Czy nie tak, młody czekisto"
Mój ojciec w łagrze. Nie mogłem oswoić się z tą myślą. Było mi wstyd za niego — przestępcę, wroga narodu. Powiedziałem o tym matce. „Jeszcze nie jesteś w stanie zrozumieć pewnych spraw" — próbowała, jak mi się zdawało, wykręcić się sianem.
Aresztowano „Murzyna". Byłem święcie przekonany, że Stalin wiedział o wszystkim i dlatego tak się stało. Wrogów narodu, jak nas uczono od małego, zawsze dosięgnie karząca ręka socjalistycznej sprawiedliwości.
„No, powiedz młody czekisto, kiedy przyjdą po mnie — drwił dziadek. — A ja ci powtarzam, zapamiętaj to na całe życie, on jest zły do kości. Boroty! Tak, boroty! I tego zdania nie zmienię, choćby mnie mieli zamęczyć".
Teraz wydarzenia zaczęły rozwijać się w inny sposób. Przyszedł list od ojca. Pisał do matki już z zesłania, po dziesięciu latach łagru na Kołymie. Mogli się zobaczyć, dostał na to zezwolenie.“(12)
<<<< W stoczonych dnia 7 lipca
| - Niech to pioruny Nasze >>>>