Ale nawet spokój niewiele

Sonia Rykiel Rykiel Rose |czarna hańcza kajaki |Reklama

„Ale nawet spokój niewiele mu pomógł; dręczyły go posępne myśli. Co się z nim stanie, gdy Theo straci posadę Czy wyrzucą go na ulicę jak nędznego żebraka Co się stanie z Joanną i dzieckiem A jeśli dziecko umrze... Co wtedy Theo był zbyt wątłego zdrowia, aby przetrzymać podobny cios. I kto będzie dbał o nich wszystkich, gdy Theo będzie szukał nowego zajęcia Zresztą skąd Theo weźmie siły na szukanie
Godzinami siedział w ciemnej kawiarni. Przypominała mu małą „Cafe Lamartine" w Arles — tak samo pachniało tu zepsutym piwem i kiepskim tytoniem. Leniwie celował bilardowym kijem w wyblakłe kule. Pieniądze skończyły się, nie mial za co pić. Nie miał za co kupić farb ani płótna. W tym ciężkim położeniu nie mógł Thea o nic prosić. Najbardziej jednak prześladowała go myśl, że w czasie ataku lipcowego popełni coś strasznego, obarczy brata dodatkowymi troskami i wydatkami.
Mimo to usiłował pracować. Ale pracować nie mógł. Namalował wszystko, co chciał namalować. Powiedział wszystko, co chciał powiedzieć. Natura przestała wyzwalać jego pasję twórczą. Wiedział, że umarło w nim to, co najlepsze.
Mijały dnie. Nadeszła pełnia lata, a z nią upały. Theo, któremu Valadon miał lada chwila wypowiedzieć, który zagryzał się o dziecko i nie mógł nadążyć rachunkom lekarza, posłał mimo lo bratu pięćdziesiąt franków. Vincent zapłacił panu Ravoux za pokój. Te pieniądze mogły mu wystarczyć najdalej do końca lipca Ale co potem Nie mógł przecie oczekiwać od brata więcej pieniędzy. .“(4)

<<<< - Pani szefowa wszystko | Leżał nieruchomo w mroku >>>>

Kanapy |Listwy przypodłogowe |Randki internetowe